Serwis poświęcony elitom politycznym w Polsce po 1989 roku (Okrągły Stół)
Aktualności / Apele

List otarty w obronie ks. T. Isakowicza-Zaleskiego

2014-03-19

List Otwarty w obronie ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego

My, niżej podpisani, stanowczo protestujemy przeciwko niszczeniu i zawłaszczaniu debaty publicznej przez środowisko
„Gazety Polskiej” i jej redaktora naczelnego, którzy przypisują sobie przymiot posiadania jedynej racji, a wszystkich inaczej
myślących pomawiają o współdziałanie z wrogami polskiego państwa i narodu. Szczytem dziennikarskiego bestialstwa jest ich
postępowanie wobec ich wieloletniego współpracownika i publicysty ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, którego w swojej
zapiekłości uczynili agentem Moskwy. Tego typu zachowanie jest po prostu niegodne.

Można mieć inne zdanie od Ks. Tadeusza, czy nawet istotnie różnić się w poglądach na polską politykę, czy sprawy polskiego
Kościoła. Jest on bowiem osobowością wyrazistą i ma takież same poglądy. Spór z nim rozwiązywać należy uczciwą
polemiką, a nie politycznym „ pałkarstwem”.

Nie możemy się zgodzić na to, aby bezkarnie opluwano i niszczono osobę, bo jest bezkompromisowa w obronie prawdy o
ludobójstwie Polaków na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej i przypomina, jakie są poglądy i cele nacjonalistów ukraińskich.

Czy trzeba przypominać, że ks. Tadeusz był jednym z najbardziej aktywnych księży niezłomnych; że za swoje zaangażowanie
dla Polski zapłacił wolnością i fizycznym cierpieniem? Czy mamy zapomnieć, że to On przypominał nam o pomordowanych na
Wołyniu, gdy wskutek niezrozumiałej poprawności politycznej o wydarzeniach tych w oficjalnych doniesieniach po prostu
milczano?

Ks. Zaleski potępił rozlew krwi na Majdanie, potem rosyjską agresję na Krym.

Dziś został on w nikczemny sposób zaatakowany tylko dlatego, że śmiał mieć inne zdanie niż p. Sakiewicz et consortes, niż
środowisko, które forsuje ideologiczny totalitaryzm: jedna myśl, jeden redaktor, jedna partia, jeden przywódca. Nie potrafi
przez to dostrzec prawdy tego, co dzieje się na Ukrainie. Prawdy, że ukraiński nacjonalizm nie jest wcale taki czysty i
niewinny, a jak wskazuje b. ambasador RP w Kijowie, dr Jerzy Kozakiewicz - oparty jest na „teorii dwóch wrogów”: Polski i
Rosji.

A przecież ks. Tadeusz opisywał prawdę, gdy zwracał uwagę na fakt, że we władzach Majdanu było wielu ekstremistów
nacjonalistów. Widzieli to Polacy na ekranach swoich telewizorów. Widział to pan Sakiewicz i jego przywódca Jarosław
Kaczyński, gdy udzielali poparcia protestującym na Majdanie. Licznie powiewające tam czerwono-czarne flagi to nie flagi
Ukrainy, ale symbole ruchu banderowskiego. Oleg Tiahnybok, obok którego stał Jarosław Kaczyński, to przywódca skrajnie
nacjonalistycznej partii Swoboda. Ten sam, który pomordowane polskie dzieci i ich matki porównywał do robactwa.

Notabene, na Tiahnyboka właśnie wskazało Centrum Wiesenthala jako na groźnego antysemitę. Na Majdanie liderom innej
ekstremistycznej organizacji Prawego Sektora marzy się odzyskanie Przemyśla i kilkunastu polski powiatów. Tydzień temu
ambasador Ukrainy przy ONZ zaprzeczał, że na Wołyniu popełniono ludobójstwo na Polakach i nazywał je „sfabrykowanymi
faktami”. Za takie prawdy ks. Tadeusz został haniebnie zaatakowany, albowiem są one niewygodne dla partii, którą p.
Sakiewicz wspiera. Partii, która na bezrefleksyjnej ukrainofilii buduje strategię swojej kampanii wyborczej. Nie mamy
wątpliwości, księdza zaatakowano w imię doraźnego interesu politycznego. Przypomina to, że zdejmowanie z druku
felietonów to metody cenzury z czasów PRL.

My niżej podpisani protestujemy przeciwko takiej niegodziwości. Solidaryzujemy się w pełni z ks. Tadeuszem. W jego intencji
kierować też będziemy modlitwy do Pana Boga.

    
    
Niżej podpisany/a:
Mieczysław Golba Poseł na Sejm RP
Biuro Poselskie ul. Rynek 6
37-500 Jarosław
autor10388@petycje.pl

http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=10388


Apel o izolowanie nazistowskiej Swobody

2014-01-30

 Ważny głos  z Podkarpacia, graniczącego z zachodnią Ukrainą, zdominowaną przez nacjonalistów ukraińskich.

 

Wspólnota Samorządowa Doliny Sanu   

Przemyśl dnia, 28 stycznia 2014 r.

ul. Chrobrego 10,37-700 Przemyśl

 

Szanowni Państwo,

 

Szefowie Partii Klubów Partii Politycznych w Sejmie RP

Rafał Grupiński, Klub Parlamentarny Platformy Obywatelskiej,

Mariusz Błaszczak, Klub Parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości

Jan Bury, Klub Parlamentarny Polskiego Stronnictwa Ludowego

Leszek Miller, Klub Parlamentarny Sojuszu Lewicy Demokratycznej

Arkadiusz Mularczyk, Klub Parlamentarny Solidarna Polska

Janusz Palikot, Klub Parlamentarny Twojego Ruchu

Jarosław Gowin, Polska Razem

 

 

W ostatnim tygodniu„Rzeczpospolita” poinformowała opinię publiczną o najnowszym projekcie uchwały wzywający Sejm RP do izolowania ukraińskiej partii „Swoboda”, który został złożony do laski marszałkowskiej przez Sojusz Lewicy Demokratycznej.

Jak podkreślają politycy Sojuszu ich inicjatywa spowodowana jest antypolskim charakterem działalności tej partii. Wskazują oni, że program „Swobody” przewiduje przywrócenie tzw. sprawiedliwej Ukrainy, czyli takiej, która będzie miała inne granice. Pośród jej polityków padają konkretne propozycje zmiany granic, które dotyczą części obecnego województwa podkarpackiego. Dodatkowym elementem wg Sojuszu przemawiającym za uchwałą było zorganizowanie 1 stycznia 2014 przez „Swobodę” w Kijowie marszu z okazji 105. rocznicy urodzin Stepana Bandery, twórcy Ukraińskiej Powstańczej Armii, która dopuściła się ogromnych zbrodni na polskiej ludności na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej.  

Jako osoby od lat zajmujące się problematyką działalności OUN i UPA, a zarazem mieszkające na Podkarpaciu leżącym w bezpośrednim sąsiedztwie Ukrainy, chcielibyśmy odnieść się do inicjatywy SLD. Nie wchodząc w szczerość intencji Sojuszu, który w przeszłości nie dopatrywał się tego rodzaju zagrożeń, pozostawiając bez odpowiedzi pytanie: czy politycy tej partii obecnie widzą realne zagrożenie działalnością „Swobody”? Bez względu na to, czy traktują swoją inicjatywę jako grę polityczną, projekt uchwały złożonej przez SLD wart jest procedowania i rzeczowej parlamentarnej dyskusji. Zagrożenie ze strony szowinistycznej „Swobody” jest realne, szczególnie w kontekście wydarzeń ostatnich dni na Ukrainie.  

Mało rzeczowe i naiwne są przy tym głosy oburzenia ze strony części polityków PiS, czy PO. Takich jak Witold Waszczykowski były wiceszef MSZ z ramienia PiS, który jest zdania, iż nie ma potrzeby, żeby Sejm podejmował taką uchwałę, bo trąci ona ingerencją w życie polityczne innych państw. W podobnym, aczkolwiek bardziej radykalnym tonie wypowiada się też polityk PO Robert Tyszkiewicz, wiceszef Komisji Spraw Zagranicznych, który z kolei uważa, że uchwała przygotowana przez SLD jest przejawem głupoty politycznej. Dalej dodaje, że „wciąganie polskiego Sejmu w rozgrywki polityczne na Ukrainie to pomysł poza wszelkimi standardami w stosunkach międzynarodowych – mówi Tyszkiewicz. – Ktoś usiłuje używać SLD jako pożytecznego idioty. Apelowałbym o zrewidowanie tego pomysłu, bo jest on nie do obrony”.  

Znamienne jest, że politycy zarówno PO, jak i PIS dostrzegają w uchwale „ingerencję w życie polityczne innych państw”, czy „wciąganie polskiego Sejmu w rozgrywki polityczne na Ukrainie”, a nie dostrzegają tego samego rodzaju zagrożeń podczas wizyt przedstawicieli swoich partii na kijowskim majdanie i popieraniu ukraińskiej opozycji, w tym również tej spod znaku „Swobody”.  

Abstrahując od intencji tych polityków ukraińska opozycja występuje przeciwko demokratycznie wybranej władzy. Niektórzy zaś z liderów tej opozycji wzywają do siłowego obalenia obecnych władz. Jakiś czas temu lider opozycyjnej „Swobody” wprost nawoływał: „Zablokujemy budynki administracyjne, nie dajemy im spokojnie żyć! Urządzimy tej władzy takie piekło, że ziemia im się będzie palić pod nogami”. Dzisiaj te słowa zamieniają się w realne czyny. To głównie działacze tej partii zajmują kolejne budynki administracji państwowej, tworzą też przedstawicielstwa alternatywnej władzy. Europejskie aspiracje ukraińskiego społeczeństwa wykorzystują do przejęcia władzy w Kijowie. Prowadzi to do niebezpiecznej konfrontacji i eskalacji konfliktu na nieprzewidywalną skalę, które doprowadzić mogą do zupełnego chaosu, a w dalszej konsekwencji nawet do podziału obecnej Ukrainy. W debacie dotyczącej wydarzeń na Ukrainie niezbędny jest umiar, chłodny realizm i wyzbycie się emocji. Potrzebny jest zaś przede wszystkim zdrowy rozsądek. Zakładając przy tym pozytywny scenariusz porozumienia się protestującej opozycji z prezydentem nie można wykluczyć, iż kolejne wybory na Ukrainie ponownie wygra partia Wiktora Janukowycza. Przecież nie całe ukraińskie społeczeństwo popiera zachodni kierunek zmian na Ukrainie.

Pozostawiając kwestie Ukrainy, Wam politykom należy zwrócić uwagę, że kultywowanie przez ukraińską „Swobodę” banderowskich i faszystowskich tradycji OUN i UPA nie ma wymiaru wyłącznie historycznego polegającego na tzw. „pielęgnowaniu pamięci”. Dawna ideologia OUN wprowadzana jest do bieżącej polityki przez działaczy „Swobody”, którzy mniej czy bardziej oficjalnie w zależności od potrzeb i taktyki odwołują się do niej. Dzieje się to przy milczącej, aprobacie większości polskich elit politycznych i opinii publicznej, którzy naiwnie wierzą, że przyczyni się to do zbudowania przez Ukraińców państwa przyjaznego Polsce.  

Niektórzy politycy „Swobody” wykorzystując tę polską naiwność jawnie głoszą wzorem swych bohaterów z OUN, potrzebę budowy wielkiej Ukrainy obejmującej również ziemie obecnej RP. Do budowy tej nowej ojczyzny gotowi są użyć siły. Przykładem mogą być niedawne wydarzenia związane z obchodami 105 rocznicy urodzin S. Bandery, które odbyły się w Kijowie i Lwowie.

Szef partii Ołeh Tiahnybok w swoim przemówieniu dwukrotnie poruszył polskie wątki. Mówiąc, że Bandera walczył przeciwko różnym okupantom, podkreślił, iż „gnił w polskich więzieniach, we Lwowie, Krakowie i Warszawie. A potem i w niemieckich”. Przedstawiał Banderę jako wzór do naśladowania dla współczesnych Ukraińców. Jako jego wielkie zasługi wymienił rozkaz wykonania zabójstwa w 1933 roku sowieckiego dyplomaty Aleksieja Majłowa, rozkaz zabójstwa ministra spraw wewnętrznych Polski Bronisława Pierackiego, który wg Tiahnyboka „zamordował wielu Ukraińców” oraz rozkaz powołania w 1942 roku Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). „My banderowcy jesteśmy gotowi do poświęcenia życia za Ukrainę. (…) Nie byłoby tego Majdanu, właśnie takiego, z ukraińskim duchem w Kijowie, gdyby nie Bandera, gdyby nie UPA” – dodał Tiahnybok.

Inny lider „Swobody”, Mychajło Hołowko, grzmiał, że obecna władza Ukrainy dlatego tak bardzo boi się Bandery, bo pamięta, co zrobił on „z Pierackim, Majłowem i innymi okupantami” /Kresy.pl/.

„Tacy ludzie rodzą się raz na sto, albo nawet pięćset lat. Nie baczą na to, co mówią inni, są całkowicie oddani wielkiej idei” – tak wspomniała przywódcę OUN Irina Farionz partii „Swoboda”/wyborcza.pl/.  

Natomiast w swoim wystąpieniu przewodniczący lwowskiej Rady Wojewódzkiej Oleg Pankiewicz, wspomniał, że „Stefan Bandera jednoczy Ukrainę, ponieważ dzisiaj podobne akcje odbywają się i w Kijowie, i w Zaporożu, a w miasteczku Mosty Wielkie w rejonie Lwowskim dzisiaj jest odsłaniany pomnik Bandery”. Bandera pisał, że najważniejsza walka odbywa się w sferze duchowej. I my to dzisiaj widzimy. Ci, którzy przejęli nasze fabryki i przedsiębiorstwa, którzy chcą przejąć naszą ziemię, twierdzą, że Bandera nie jest naszym bohaterem. Ale to tylko dlatego, że się go boją. Dlatego powinniśmy pamiętać słowa lidera OUN o tym, że najważniejsze to siła ducha, odrodzenie narodu ukraińskiego”.

Z kolei radny lwowskiej Rady Miasta Jurij Michalczyszyn ogłosił, że Ogólnoukraińska Organizacja „Swoboda”, którą on reprezentuje, proponowała nadanie lwowskiemu lotnisku imienia Bandery, ale nie doszło do tego. „Teraz nie będziemy wskazywać palcem, ale gwarantuje wam – będziemy mieć i lotnisko imienia Bandery, i stadion imienia Bandery, i cały Lwów będzie imienia Bandery, bo jest on naszym najbardziej żywym symbolem”/kresy.info.pl/.

Głosy te lekceważone są w Polsce, analogicznie jak w okresie międzywojennym lekceważone były wpływy polityki OUN i jej konkretne działania. Chociaż wówczas państwo polskie dla ograniczenia tych wpływów i normalizacji stosunków z mniejszością ukraińską zrobiło wiele. Do czego jednak doprowadziła polityka OUN i działania UPA na terenie Wołynia, Małopolski Wschodniej i terenie Podkarpacia możemy dowiedzieć się z kart historii, które są wypełniane coraz większą wiedzą o tej problematyce w ostatnich latach dzięki wielu społecznikom.  

Obserwując z trwogą działania „Swobody” na Ukrainie apelujemy więc do polityków wszystkich opcji i opinii publicznej, z wnioskiem o potrzebie szerokiej debaty na temat polityki tej partii, której działalność winna budzić nasz niepokój. Ma ona wymiar nie tylko wyłącznie wewnątrz ukraiński, lecz oddziałuje także na ukraińską mniejszość w Polsce, podobnie jak oddziaływała polityka OUN w okresie międzywojennym. Musi się to spotkać z dezaprobatą polskich elit i opinii publicznej. Nie da się przy pomocy faszystowskiej ideologii OUN przyłączyć Ukrainy do państw europejskich ze standardami zachodnimi. To sąsiadom Ukraińcom należy po bratersku wskazać. Droga na zachód biegnie przez długotrwałe żmudne reformy wymagające wielkiego społecznego wysiłku. W tych wysiłkach swoimi doświadczeniami możemy Ukrainę wspierać. Politycy „Swobody” jeśli nie będą wstanie porzucić obraną dotychczas drogę zatrzymają Ukrainę w historycznym skansenie, wciągając doń szerokie grupy społeczne żyjące nie tylko na Ukrainie, lecz także w Polsce.  

Oddziaływanie „Swobody” na Polskę przez lata obserwujemy na Podkarpaciu m.in. poprzez kontakty z przemyskim kołem Związku Ukraińców w Polsce. Kontakty te nie mają jedynie wymiaru wspierania lokalnych działaczy mniejszości ukraińskiej w dziedzinie kultywowania ukraińskiego dziedzictwa zamieszkałej na tym terenie mniejszości ukraińskiej, ale przede wszystkim polegają na wspieraniu w budowaniu pamięci o działalności UPA, czy reaktywowaniu pośród jej działaczy nacjonalistycznej ideologii faszystowskiej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Stefana Bandery. Stosując przy tym taktykę podobną do tej którą stosowała OUN przed II wojną światową. Przejawia się to w wielu aspektach działalności Związku Ukraińców w Polsce, w tym ich przemyskiego koła. Widać na co dzień, choćby wówczas gdy podważają znaczenie pamięci ofiar ludobójstwa dokonanego przez UPA na Wołyniu, czy Podkarpaciu.

Jednym z przykładów jest protest ZUwP przeciwko organizacji widowiska w Radymnie 20 lipca 2013 r. „Nie o zemstę, a o pamięć wołają ofiary” w ramach obchodów 70. rocznicy ludobójstwa na Wołyniu. Protesty te wywołały wiele ataków medialnych na organizatorów uroczystości w Radymnie. Znamienne jest, że ZUwP milczał, gdy uczucia Polaków były obrażane podczas rekonstrukcji w miejscowości Czerwone na zachodniej Ukrainie, podczas której grupy rekonstrukcyjne odtworzyły bitwę z 22 lipca 1944 roku, w której Ukraińcy z Waffen SS stanęli przeciwko oddziałom Armii Czerwonej. Następnie na cmentarzu wojennym „odbył się” wojskowy pogrzeb poległych. Widowisko bitwy miało bardzo uroczysty charakter. Była scena, był program artystyczny. Realistycznie odtworzono nawet pogrzeb zabitych w walce żołnierzy, symboliczny „pochówek” na cmentarzu wojennym obok wsi Czerwone. Młodzi Ukraińcy wspominają swoich rodaków z dywizji SS-Galizien, którzy walczyli u boku Niemców. Formacji, której zarzuca się zbrodnie wojenne w wielu miejscach, w tym pacyfikację polskiej wsi Huta Pieniacka.  

W Przemyślu, z inicjatywy m.in. radnych PO, zarazem działaczami ZUwP Rada Miasta głosami tychże radnych i dwojga radnych SLD przegłosowuje nadanie imienia jednej z ulic nazwy błogosławionego grekokatolickiego biskupa Jozafata Kocyłowskiego. Nie byłoby w tym nic zdrożnego gdyby nie fakt, że tenże biskup przez cały okres swej działalności działał na szkodę państwa polskiego, wspierając działania ukraińskich organizacji na rzecz budowy ukraińskiego państwa, które ni mniej ni więcej obejmować miało teren obecnego Przemyśla, a nawet znacznej części obecnego Podkarpacia. Działo się to przez cały okres II Rzeczypospolitej i spotykało się z reakcjami ówczesnych polskich władz. Apogeum działalności biskupa przypada na okres II wojny światowej gdzie nacjonalistyczne organizacje ukraińskie liczą na budowę własnego państwa u boku hitlerowskich Niemiec. Działania te wspiera przemyski hierarcha. Znamienne jest jego błogosławieństwo ochotników SS Galizien w Przemyślu. Wszystko to wpisuje się w taktykę działań „Swobody” która wzorem OUN instrumentalnie wykorzystuje ukraińską mniejszość w Polsce i ZUwP do rozszerzania swoich nacjonalistycznych wpływów na terenie Polski. Celem „Swobody”, podobnie jak niegdyś OUN i jej zbrojnego ramienia jest budowa wielkiej Ukrainy jednolitej etnicznie i obejmującej ziemie obecnego Podkarpacia, ich zdaniem etnicznie ruskie.  

Dla wielu z nas działanie to wydawać się może absurdalne w dzisiejszej rzeczywistości geopolitycznej. Należy pamiętać, że podobnie myśleli nasi rodacy w okresie międzywojennym, licząc na pokojowe ułożenie stosunków sąsiedzkich, kiedy jednak wybuchła wojna wielu ukraińskich działaczy zbrojnie wystąpiło przeciwko polskim sąsiadom w celu utworzenia tutaj swojego państwa.

Reasumując najwyższy czas, aby szeroka opinia publiczna w Polsce uczulona na wszelkie przejawy reaktywowania w jakiejkolwiek formie faszyzmu, a nawet nacjonalizmu dostrzegła nie wirtualne zagrożenia, a jak najbardziej realne stukające do naszych drzwi. Przy tym musimy pamiętać o wielkiej martyrologii Polaków, którzy zginęli czy ucierpieli z rąk UPA w imię realizacji zbrodniczej ideologii OUN, a także o tych sprawiedliwych Ukraińcach, którzy bronili Polaków i również ginęli. W tej przestrzeni Wy politycy macie wielką lekcję do odrobienia, by bynajmniej w jakiejś części wyrównać stracony czas wielu ostatnich lat wolnej Polski. Musicie przy tym pamiętać o naszych rodakach na Ukrainie, którzy obecnie jak ich dziadowie muszą się ponownie zmierzyć z reaktywowaniem faszystowskiej ideologii przez „Swobodę”. Smutne jest to że państwo polskie o nich zapomina. A z braku środków i wsparcia ze strony Macierzy padają polskie organizacje na Kresach, w Wilnie i we Lwowie, i np. - jak informował kilka miesięcy temu senator PO Łukasz Abgarowicz - "120 [polskich] szkół sobotnio-niedzielnych na Ukrainie nie dostało w tym roku żadnych środków”.

 

Z poważaniem

 

Małgorzata Dachnowicz

dr Andrzej Zapałowski

Daniel Stołowski

Mirosław Majkowski

Jan Janusz

 

 

Otrzymują:

1. Adresaci,

2. Parlamentarzyści RP oraz Samorządowy z terenu województwa podkarpackiego,

3. Media,

4. Aa.

 

 

 

MAŁGORZATA DACHNOWICZ ¬ – Prezes Wspólnoty Samorządowej Doliny Sanu, wydawca Horyzontu Podkarpackiego i Głosu znad Sanu,

 

dr ANDRZEJ ZAPAŁOWSKI – adiunkt na Uniwersytecie Rzeszowskim oraz w Wyższej Szkole Prawa i Administracji w Rzeszowie, członek Zarządu Wspólnoty Samorządowej Doliny Sanu, członek Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, były poseł do Sejmu RP i Parlamentu Europejskiego,

 

DANIEL STOŁOWSKI – redaktor naczelny Przemyskiej gazety Społecznej MISIEK, członek Zarządu Wspólnoty Samorządowej Doliny Sanu,

 

MIROSŁAW MAJKOWSKI – członek Zarządu Wspólnoty Samorządowej Doliny Sanu, organizator rekonstrukcji historycznych,

 

JAN JANUSZ – członek Zarządu Wspólnoty Samorządowej Doliny Sanu, zastępca Wójta Gminy Orły, pełnomocnik powiatowy Polski Razem.


Fałszowania historii 27 WDP AK na Wołyniu

2014-01-27

 List otwarty do prezesa IPN.

 

Warszawa dn. 23 stycznia 2014

 

Sz. P.

Łukasz Kamiński

Prezes

Instytut Pamięci Narodowej

 

L i s t   o t w a r t y

 

Szanowny Panie,

W imieniu Ruchu Społecznego Porozumienia Pokoleń Kresowych oraz Kresowego Serwisu Informacyjnego, będącego organem medialnym Porozumienia Pokoleń Kresowych, składamy na Pańskie ręce protest wobec emisji takich materiałów jaki został pokazany w TVP Historia ( 15 stycznia 2014 r. o godz. 18.00), w 70 rocznicę rozpoczęcia Akcji „Burza”  na Wołyniu, pn. „27 Wołyńska Dywizja Piechoty AK” (realizacja w lubelskim IPN, 2008 r.).

Już po premierowej emisji tego pseudo dokumentu kilka lat temu, do redakcji KSI napłynęły pierwsze protesty wobec mnogości błędów jakie w nim zaprezentowano. Podobne stanowisko zajął również Okręg Wołyński Światowego Związku Żołnierzy AK z ówczesnym prezesem, K. Danielewiczem.  

Padały pytania dlaczego nie zaproszono żadnego z autorytetów w dziedzinie historii 27 WDP AK, by dokonał weryfikacji podawanych tam faktów.

Zdumiewającym dla wielu środowisk, zarówno wówczas, jak i obecnie jest fakt, dlaczego tak poważna instytucja jak Instytut Pamięci Narodowej oparła się na relacji jednego świadka i do tego nieznanego szerokim gremiom byłych żołnierzy tej dywizji. Już wówczas telefonicznie zgłosiliśmy zastrzeżenia do lubelskiego IPN, z których nie wyciągnięto żadnych wniosków. Tak zaprezentowana historia 27 WDP AK przynosi jedynie szkody, nie zaś korzyści, pozwala bowiem fałszować przez sympatyków OUN-UPA historię ludobójstwa ludności polskiej na Wołyniu.

Dywizja nie powstała - jak sugeruje film - w 1943 r. do walki z nacjonalistami ukraińskimi, co jest wykorzystywane przez obrońców OUN-UPA, ale w 1944 r. do realizacji Akcji „Burza” na Wołyniu. Nie będziemy w tym miejscu podawać dalszych błędów i pomyłek, bo prawidłowo i dokładnie dokonali by tego tacy znawcy tematu jak np. prof. Władysław Filar.

1 lutego b.r. (sobota godz.11:00, Centrum Prasowe FOKSAL Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie) odbędzie się Konferencja pn.” Akcja Burza na Kresach Wschodnich”, zorganizowana przez Stowarzyszenie Solidarni 2010 oraz Okręg Wołyński Światowego Związku Żołnierzy AK, podczas której prof. W. Filar w swoim referacie zaprezentuje fakty dotyczące 27 WDP AK, będące w odpowiedzią na błędną wersję w/w filmu.

Środowiska byłych żołnierzy 27 WDP AK i potomkowie wspierają każdą inicjatywę filmową związaną z uwiecznieniem historii 27 WDP AK, lecz tworzoną jedynie zgodnie prawidłami sztuki rzetelnego dokumentu. Zależy nam jedynie na prawdzie historycznej i nieprzekłamanych faktach. Film taki jak w/w nigdy nie powinien opuścić tak poważnej instytucji jak Instytut Pamięci Narodowej.

Z nadzieją na zajęcie się przez Państwa tą sprawą, dla dobra narodowej historii oraz wyrazami szacunku,

 

W imieniu Ruchu Społecznego Porozumienia Pokoleń Kresowych

 

Andrzej Łukawski

http://pokoleniakresowe.pl/

Otrzymują:

 

1. IPN

 

2. Oddziały IPN

 

3. OW ŚZŻAK

 

4. Organizacje Kresowe

 

5. Media

 

Serwis o Kresach http://www.kresy.info.pl Kresowy Serwis Informacyjny http://www.ksi.kresy.info.pl

tel. 22/853 43 97; 0 501 153 340;

02-670 Warszawa, ul. Puławska 240/60, POLAND


Oświadczenie Rady Decyzyjnej Ruchu Narodowego ws. prześladowań Polaków na Litwie

2014-01-09

Prześladowania Polaków z Wileńszczyzny i naszego języka narodowego trwają nieprzerwanie od powstania Republiki Litewskiej.
Pod koniec grudnia 2013 roku, Wileński Sąd Okręgowy nałożył karę ponad 12 tys. euro na polskich samorządowców z Wileńszczyzny za tabliczki z nazwami ulic i placów w dwóch językach: litewskim i polskim. Poprzednio sąd dzielnicowy nałożył za to samo karę wysokości blisko 150 euro i zobowiązał mera regionu Soleczniki do usunięcia dwujęzycznych tablic. Mimo rażącej niesprawiedliwości tego wyroku, polski samorządowiec podporządkował mu się i usunął tablice z budynków publicznych. Podnosił jednak słusznie, że tablice pozostały na prywatnych posesjach, których właściciele nie wyrazili zgody na ich usunięcie, zaś on nie dysponuje uprawnieniami, które pozwoliłyby mu na dokonanie tego. Na wniosek przedstawiciela rządu litewskiego w regionie solecznickim sąd wyższej instancji nałożył horrendalną karę pieniężną za tablice.
 
Ruch Narodowy uważa, postępowanie czynników litewskich za podłe, prymitywne i głęboko antypolskie. Na ziemiach od setek lat zamieszkiwanych w większości przez Polaków, nasi rodacy pozbawiani są zarówno własności poprzez zabór ziemi zrabowanej im przez Sowiety, jak i przynależnych im praw językowych. Cały ten wieloletni proces ma na celu upodlić Polaków i na mocy prawa litewskiego uczynić z nich obywateli drugiej kategorii. To jest prawdziwy sens polityki litewskiej wobec Polaków z Wileńszczyzny.
 
Nie ma na to zgody i nigdy nie będzie. Polska ma obowiązek bronić swoich rodaków. Ruch Narodowy staje na czele polskiej kontrofensywy w obronie praw Polaków. Nie spoczniemy póki polskość nie odzyska należnych jej praw na Wileńszczyźnie. Żądamy od Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie zdecydowanej i ostrej reakcji na kolejne, skandaliczne posunięcia litewskiej administracji wobec naszych rodaków.
 
Wzywamy rząd Republiki Litewskiej do zaniechania antypolskiej polityki. Czekamy na deklarację, iż język polski jest pełnoprawnym językiem urzędowym na Wileńszczyźnie. To jest nasze polskie żądanie i nasza walka będzie trwać do dnia jego realizacji.
 
Rada Decyzyjna
Ruch Narodowego


Do prezesa TVP o emisję „Wizyty” w 10. rocznicę śmierci płk. Kuklińskiego

2014-01-01

Pan Juliusz Braun

Prezes Telewizji Polskiej SA


 Wielce Szanowny Panie Prezesie!

 11 lutego 2014 roku minie 10 lat od śmierci pułkownika Ryszarda Kuklińskiego. W okolicach tej daty na ekrany polskich kin trafi film fabularny w reżyserii Władysława Pasikowskiego pt. „Jack Strong”, poświęcony działalności jednego z największych bohaterów w naszej współczesnej historii, przedstawionej zapewne w sensacyjnej, chociaż opartej na faktach konwencji.

 W związku z tym zwracam się do Pana - jako były reprezentant prasowy płk. Kuklińskiego w Kraju oraz rzecznik walczącego od wielu lat o Jego dobre imię Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie - już teraz, z odpowiednim wyprzedzeniem z uprzejmą prośbą, aby Telewizja Polska wyemitowała 11 lutego w I Programie o dobrej godzinie (prime time) godzinny film dokumentalny pt. „Wizyta”. Nakręciły go dziennikarki Krakowskiego Ośrodka TVP Beata Kołaczyk i Bożena Toporek wraz zespołem na zlecenie kierownictwa I Programu na przełomie kwietnia i maja 1998 roku podczas pierwszej wizyty śp. pułkownika Ryszarda Kuklińskiego w Polsce od momentu potajemnego wywiezienia go wraz z żoną i dwoma synami z kraju przez amerykańskie służby specjalne w listopadzie 1981 roku.  

 Film rzetelnie i w ciekawy sposób przedstawia 7-dniowy pobyt płk. Kuklińskiego w Krakowie, Zakopanem, Katowicach, Gdańsku i Warszawie. Miał on zostać zaprezentowany szerokiej widowni telewizyjnej wkrótce po zakończeniu wizyty, ale z niewyjaśnionych przyczyn nie doszło do tego na antenie I Programu TVP ani wtedy, ani nigdy potem.

 Ponieważ patriotyczna misja, jakiej podjął się z narażeniem życia własnego i swojej rodziny płk. Kukliński nawiązując współpracę z Amerykanami dla ratowania światowego pokoju i odzyskania przez Polskę niepodległości poprzez osłabienie potęgi militarnej Związku Sowieckiego wciąż stanowi przedmiot ogólnonarodowej dyskusji, emisja filmu mogłaby stać się jej ważnym elementem. Sporą część dokumentu stanowi bowiem wywiad z jego bohaterem, w którym tłumaczy on motywy swego wciąż nie zrozumianego przez wielu rodaków postępowania.  

 Dlatego też zwracam się do Pana Prezesa z uprzejmą prośbą o zdjęcie z archiwalnej półki filmu pt. „Wizyta”, który uzyskał podczas kolaudacji w 1998 roku wysokie oceny. Jego prezentacja w 10. rocznicę śmierci pułkownika Ryszarda Kuklińskiego mogłaby stanowić wielkie wydarzenie medialne, stając się zarazem istotnym przyczynkiem do jednej z najważniejszych debat, jakie toczą w ostatnich latach Polacy o swojej najnowszej historii.  

 Z poważaniem

dr Jerzy Bukowski

były reprezentant płk. Ryszarda Kuklińskiego w Kraju

rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich

i Niepodległościowych w Krakowie

 

A oto odpowiedź bardzo szybko udzielona mi przez prezesa TVP:  

 Szanowny Panie!  

 Nie znam filmu, nie wiedziałem o jego istnieniu, poproszę o jego ocenę i zastanowimy się nad ewentualną emisją.  

 Juliusz Braun