Serwis poświęcony elitom politycznym w Polsce po 1989 roku (Okrągły Stół)
Jacek Markiewicz
Jacek Markiewicz

Pseudoartysta sztuk wizualnych szczo­drze dotowanych przez państwo na tzw. sztukę nowoczesną która ma szokować i lansować różne beztalencia na artystów!

Cechują go obsesje seksualne, wy­uz­da­ny seksizm i wojujący ateizm!

W swoich prowokacjach wyraża swoje niespełnione fantazje seksualne których nie znalazł w swoim związku z naj­bliż­szy­mi kobietami walczy z tzw. stereotypami społecznymi takimi jak rodzina na której straży stoi kościół katolicki!

Jest też poprawny politycznie bo kto ma władzę ten rozdaje kasę na tzw. sztukę nowoczesną powszechnie zwaną kiczem której on jest beneficjentem. Prywatnie nie lubi PiS-u i Narodowców!

Urodził się 3 lipca 1964 roku. W latach 1986-1988 studiował w Pań­stwo­wej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi, skąd przeniósł się na Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie, gdzie uczęszczał do pracowni prof. Grzegorza Kowalskiego. Dyplom obronił w 1993 roku.

O sobie mówi narcystycznie:
"Mieszkam i pracuję w Płocku. Posiadam dyplom Wydziału Rzeźby warszawskiej ASP, utrzymuję siebie i rodzinę prowadząc hurtownię opakowań jednorazowych".

Markiewicz odegrał rolę w historii pracowni Kowalskiego (tzw. Kowalni) Jeszcze w czasach studiów, w 1992 roku, założył w Płocku Galerię a.r.t., gdzie wystawiał głównie studentów Kowalni.

"Zafascynowało mnie mieszkanie w starej i mocno sfatygowanej nadwiślańskiej kamienicy - wspomina. - Oglądałem je z myślą o siedzibie swojej firmy. Jednak szkoda mi było przeznaczyć piękne wnętrza z pretensjonalnymi stiukami na magazyn hurtowni.".

Wystawiali w nowocześni artyści typu Paweł Althamer, Katarzyna Górna, Grzegorz Kowalski, Katarzyna Kozyra, Jacek Malinowski, Roman Stańczak, Artur Żmijewski, jak i sam Markiewicz. To tu po zamknięciu głośnej ekspozycji "Ja i AIDS", zorganizowanej przez Żmijewskiego i Kowalskiego w warszawskim kinie Stolica, przewieziono rzeczy i otwarto wystawę powtórnie. Galeria istnieje do dzisiaj w Płocku.

Od początku dzieła Markiewicza budziły kontrowersje który w czystych formalnie pracach zamykał krew, mleko, spermę i krew miesięczną.

W pracowni Kowalskiego stworzył m.in. pracę z ubrań swojej zmarłej matki - nasączył je klejem i uformował z nich regularne przestrzenne moduły.

Podczas pleneru w 1990 roku w piwnicach domu wykreował environment, po którym obwoził publiczność - kolegów studentów i kadrę dydaktyczną - na specjalnym wózeczku. Na wystawie w 1991 roku pokazał własne fotografie z momentu masturbacji, a także obiekt - materac posypany mąką. Dorota Monkiewicz interpretowała tę pracę jako "demonstrację samotności ludzkiego ego, dojmującej i ostatecznej. Nie ma mowy o jej przekroczeniu, bo w tej perspektywie uczucia wyższe nie istnieją, a druga płeć jest równie uwikłana i niezrozumiała w swej obcości".

Z kolei na postawione przez Kowalskiego zadanie Kardynał Markiewicz odpowiedział wystawiając czarne prezerwatywy zestawione z cytatem z Pieśni nad pieśniami. Na swej indywidualnej wystawie w Dziekance pokrył ściany i podłogę dużymi ekranami z folii w kolorze niebieskim i czarnym, a następnie wypełnił pomieszczenie galerii wonią amoniaku i oliwki, co budziło skojarzenia z zasikanym niemowlakiem.

Największe oburzenie wywołały jednak dwa działania Markiewicza - jego "wybryk" na wystawie "Miejsca nie miejsca" w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku oraz praca dyplomowa.

W Orońsku wystawił własne ekskrementy.

"Była to reakcja na to, co się tam działo - tłumaczy. - Byłem tym bardzo zdenerwowany. Poza tym interesowały mnie rozmaite wydzieliny z człowieka. (...) Wystawa nie była zbyt ciekawa, a wystawiający artyści nosili wysoko nosy. I miałem satysfakcję, że nasrałem. Zrobiłem to zresztą z dbałością o formę powstającego obiektu".

http://www.rzezba-oronsko.pl/

Dyplomem Markiewicza była dwuznaczna Adoracja Chrystusa (1993) - film, na którym nagi kopuluje na podłodze średniowieczny krucyfiks z (prawie) nagim Chrystusem, pochodzącym z Muzeum Narodowego w Warszawie. Promotor tego kiczu to Grzegorz Kowalski.

Markiewicz z krucyfiksem
Markiewicz kopuluje z Krucyfiksem!

Markiewicz wykonuje przed kamerą i upublicznia, wręcz eksponuje nar­cys­tycz­no-seksitowski charakter swoich zabiegów wobec rzeźby, będącej przedmiotem kultu. Ego artysty przesłania resztę". Sam artysta tłumaczył swoje intencje w wywiadzie udzielonym Kozyrze i Żmijewskiemu:

"Gdy wszedłem do kościoła w Warszawie i zobaczyłem ludzi modlących się do wyrzeźbionego niby-boga, przeżyłem szok. Do pracy, w której pieszczę Chrystusa motywowała mnie chęć obrazy tego, co nie jest Bogiem. I mimo wszystko jest to praca religijna - o uwielbieniu Boga. Liżąc wielki średniowieczny krucyfiks, dotykając go nagim ciałem, obrażając go, gdy leży pode mną, modlę się do Prawdziwego Boga".

Balansując między adoracją i profanacją, Markiewicz wprowadził jeszcze jeden czynnik - reakcji odbiorców, chodziło mu o obrazę uczuć religijnych katolików i ich na to reakcję czy staną w obronie swojej religii jak muzułmanie to czynią czy nadal będą bierni?

Film wyświetlany był w specjalnie do tego celu zbudowanym pomieszczeniu. Na projekcję Markiewicz zaprosił dwóch pracowników swojej firmy, w tym rodzonego ojca ("Ojciec nie widział wcześniej żadnej z moich prac"). Ich reakcje obserwowała kamera, a obraz z niej widoczny był na monitorze na zewnątrz boksu. Markiewicz ujawnił więc po raz pierwszy swoją podwójną naturę – zboczonego seksity i pseudoartysty oraz przykładnego biznesmena i członka rodziny.

"Przebieg prezentacji dyplomowej nie mógł być do końca przewidywalny i zapewne Markiewicz nie przewidział dramatycznego napięcia, jakie wywołało ujawnienie jego podwójnej osobowości: zboczonego sexisty-artysty, i biznesmena żyjącego w zgodzie ze społecznymi stereotypami i czerpiącego z tego profit"

Podczas przygotowanej na przełomie 1995 i 1996 roku wystawy "Ja i AIDS" Markiewicz poszedł jeszcze dalej, w zaciemnionym pomieszczeniu wystawił swe ciało na działania widzów.

"Ten, kto wchodził do środka, napotykał mnie. Byłem wykąpany, wyperfumowany... Dziewczyny zachowywały się dość odważnie, rozmawiały ze mną, przytulały się, całowały w penisa. Byli i tacy, którzy wpadali w dziki strach, starając się stamtąd wydostać w sposób dość tragiczny. (...) To było moje zbliżenie do ludzi. Spotkanie się z nimi w zupełnie inny, bardziej intymny sposób" - opowiadał o swoich przeżyciach, to było to czego brakowało mu w jego rodzinie!

Markiewicz nie ujawnił tylko czy dziewczyny te miały więcej niż 15 lat!

W późniejszych latach Markiewicza zaintrygowała możliwość wy­ko­rzys­ty­wa­nia ludzi za pieniądze które dla niego samego są najważniejszym bytem na Ziemi.

Na wystawach kreował sytuację wzięte żywcem z peep-show. Wynajmował prostytutki z agencji towarzyskich, które uczestniczyły w transmisjach na żywo w galeriach (Aneta, 1998; Kinga, 1999) lub nagrywał je, tworząc filmy wideo (Aneta II, 2000). Jedną z takich wystaw, w Centrum Sztuki Współ­czes­nej w Zamku Ujazdowskim zamknięto po dwóch dniach.

Sam Markiewicz wygłaszał przy tym swoje genialne sądy:

"Czuję odrazę wobec kobiet, zwłaszcza wobec prostytutek. Nie dlatego, że są złymi ludźmi, to przez ich kobiece narządy, które są nieprawdopodobne. Wzbudzają we mnie obrzydzenie, które emanuje na całą osobę. Postrzegam kobiety przez to, co mają między nogami. Ich narządy są chore. Skóra im wisi, te łechtaczki wyglądają jak przerośnięte kawały mięsa. Normalna kobieta tak nie wygląda."

Ciekawe czy sądy te odnosi też do własnej rodziny, matki, żony???

Chcąc ośmieszyć katolików poszedł do kościoła jak stary SB-ek w PRL-u i wyspowiadał się, a spowiedź po kryjomu nagrał. Nagranie umieścił na ogólnie dostępnej stronie internetowej. Jaką dostał pokutę? "Kilkukrotne powtórzenie popularnej modlitwy". Znowu sprawdzał katolików liczył na karę lub odwet a tu nic, u muzułmanów nie doczekałby wieczora a u żydów byłoby po karierze!

Markiewicza interesowały też wytatuowane ciała więźniów. Tak powstał cykl fotografii torsów z religijnymi tatuażami. Jedno z tych zdjęć stanowiło odpowiedź artysty na zadane przez Grzegorza Kowalskiego pytanie "Co widzi trupa wyszklona źrenica". Przedstawiało ono tors skazanego na dożywocie - tatuaże stanowiły ślady wieloletniego pobytu w więzieniu.

Na wystawie w 2005 roku w siedzibie Warszawskiego Aktywu Artystów (nazewnictwo zaczerpniete z PRL) którego Markiewicz był wielkim członkiem, w ironiczny sposób odniósł się do Radia Maryja i jego oddziaływania na widzów co doprowadza go do furii.

Przestrzeń galerii podzielił na dwie części. Wchodząc do pierwszej, słyszało się odmawiany w toruńskiej rozgłośni różaniec, w drugiej sali dźwięk uzupełniał obraz - wideo z dolną częścią twarzy artysty - jego usta układały się w słowa modlitwy, ale również słowa spikera, co decydowało o tzw. humorystycznym efekcie wg Markiewicza.

W tym samym roku Markiewicz uczestniczył w działaniach pod nazwą "Wybory.pl", zainicjowanych przez Althamera i Żmijewskiego w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Przebrał się za panią pilnującą ekspozycję.

"Zaprzyjaźnił się z innymi pilnującymi wystaw paniami. Podczas pracy siedział na krześle, czasem wstawał, robił kilka kroków i siadał ponownie".

To jest pułap możliwości artystycznych Markiewicza, ale to lepsze niż prowadzenie hurtowni opakowań jednorazowych, bo to dobra kasa za nic - tylko prowokowanie i obrażanie i nie trzeba do tego żadnych talentów artystycznych!